Dziś, 26 września 2025 roku, Kraków znów pokazuje, że lokalna polityka potrafi zatruwać instytucje publiczne od środka. Radni miejscy z klubu Kraków dla Mieszkańców rozpoczęli kontrolę w Krakowskim Holdingu Komunalnym (KHK). Powód? Doniesienia medialne o zatrudnieniu Szczęsnego Filipiaka, przewodniczącego krakowskiej Platformy Obywatelskiej i radnego województwa małopolskiego, na stanowisku doradcy w miejskiej spółce. I rzeczywiście – plotki okazały się prawdą.
Co jest najbardziej bulwersujące w tej sprawie? To, że pracownik takiego kalibru, przewodniczący lokalnej partii, może znaleźć zatrudnienie w miejskiej spółce niemal bez jawnej procedury, przy minimalnej przejrzystości. Radni podkreślają, że ich działania były wyłącznie realizacją ustawowych uprawnień nadzorczych – wgląd w działalność miejskich spółek jest prawem każdego radnego. Jednak przedstawiciele Holdingu próbowali przekształcić zwykłą kontrolę w grę pozorów, żądając od radnych pisemnego zobowiązania do utajnienia informacji.
To nie jest drobny incydent – to obraz systemu, w którym miejskie spółki stają się folwarkami partyjnymi, a stanowiska obsadzane są według legitymacji politycznej, a nie kompetencji. Mieszkańcy Krakowa powinni zadawać sobie jedno podstawowe pytanie: czy pieniądze z miejskich spółek służą interesowi publicznemu, czy partyjnym kumplom?
Radni, po godzinnej dyskusji, w końcu uzyskali potwierdzenie, że Filipiak pracuje w KHK, a szczegóły dotyczące jego zatrudnienia – rekrutacji, czasu pracy i wynagrodzenia – mają zostać przekazane w najbliższym czasie. Ale nawet samo wymaganie ukrywania takiej informacji pokazuje, że w spółkach miejskich panuje kultura tajemnic i przywilejów dla wybranych.
Nie możemy już udawać, że wszystko jest w porządku. Spółki miejskie, które zarządzają majątkiem Krakowa, nie mogą być prywatnymi agencjami pracy dla polityków, a każda próba zatajenia faktów powinna być traktowana jako sygnał alarmowy. To właśnie takie działania podważają zaufanie mieszkańców do instytucji publicznych i pokazują, że partyjna legitymacja wciąż bywa ważniejsza od kompetencji i przejrzystości.
Ostrzejsza krytyka jest potrzebna, bo sytuacja ta nie jest odosobniona. W całej Polsce obserwujemy, jak lokalne spółki stają się miejscem do obsadzania znajomych i kolegów partyjnych. W Krakowie niestety również widać tę tendencję – a dzisiejsze działania radnych są dowodem na to, że mieszkańcy muszą patrzeć miejskim władzom na ręce bardziej niż kiedykolwiek.
Nie wystarczy mówić o transparentności – trzeba wymuszać ją działaniami. I choć dzisiejsze wejście radnych do KHK to tylko jeden z epizodów w lokalnej polityce, to wyraźnie pokazuje, że w mieście rządzą przepisy, a nie układy partyjne, jeśli ktoś naprawdę patrzy uważnie.
Radni pokazali dziś mieszkańcom jedno: nie dadzą się zastraszyć, nie ugną pod presją partyjnych układów i będą kontrolować spółki miejskie, nawet jeśli władze próbują robić wszystko, by informacje pozostały ukryte. To sygnał dla wszystkich, którzy myślą, że mogą wykorzystywać miejskie instytucje do partyjnych celów – Krakowianie i ich przedstawiciele nie pozwolą, by miejskie pieniądze były wydawane w ciemno.
Kraków zasługuje na przejrzystość i odpowiedzialność, a nie na polityczne folwarki. Jeśli ktoś nadal uważa, że spółki miejskie mogą działać jak prywatne agencje pracy dla partyjnych znajomych, dzisiejsze wydarzenia są brutalnym przypomnieniem, że takie praktyki muszą zostać napiętnowane i wyeliminowane.


















